Rząd pod dyktando zagranicznych bankierów

Szewczak-NDz

fot: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nasz Dziennik: Z Januszem Szewczakiem, głównym ekonomistą SKOK, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zagraniczne banki: Commerzbank, General Electric, Raiffeisen i Millenium w pismach m.in. do prezydenta Andrzeja Dudy i premier Ewy Kopacz ostrzegają przed ustawą dotyczącą kredytów walutowych i grożą krokami prawnymi. Jak takie listy powinniśmy odbierać?

– To niesłychane wydarzenie we współczesnym świecie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej. Mamy bowiem do czynienia z jawną groźbą czy wręcz ukrytym szantażem struktur bankowo-lichwiarskich w stosunku do demokratycznego państwa, jego instytucji i najwyższych organów władzy: rządu, parlamentu wreszcie w stosunku do opinii publicznej. To są metody rodem z jakiegoś bantustanu wobec półkolonii, gdzie kacykowie, oligarchowie finansowi dyktują suwerennemu państwu i jego organom, czy mogą one dokonać procesu legislacyjnego, czyli uchwalić ustawy korzystne dla własnych obywateli.

Czy nie dzieje się to również trochę na własne – polskich władz – życzenie?

– To pokazuje, jak Polska jest dzisiaj traktowana przez lobby lichwiarsko-bankowe, przez duże banki – głównie zagraniczne. Polskie władze, jeśli chodzi o metodę rozwiązania problemu frankowego, otrzymują kolejny policzek. Warto też wrócić do początku tej sprawy, bo przecież to te banki udzielały tego oszukańczego, spekulacyjnego, toksycznego produktu, jakim były tzw. kredyty frankowe, bo w rzeczywistości polscy kredytobiorcy ani też deweloperzy na oczy franka szwajcarskiego nie widzieli.

Sejm uchwalił ustawę dotyczącą kredytów walutowych, a teraz ma się nią zająć Senat. Banki są zaniepokojone, rząd martwi się o kondycję banków, a Węgrzy jakoś nie mieli z tym problemów…

– Kwestie legislacyjne dotyczące uchwalonej niedawno przez Sejm ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych to jedno, ale zbliża się (16 września) moment ogłoszenia wyroku przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu w sprawie rządu węgierskiego, który podjął administracyjne decyzje o przewalutowaniu korzystne dla kredytobiorców. Węgrzy, jak pan zauważył, nie tylko rozwiązali problem tzw. frankowiczów, ale w kolejnym kroku przymierzają się do przewalutowania kredytów walutowych na samochody, ale także kredytów walutowych konsumpcyjnych, które również były tam upowszechniane przez banki. Mimo to jakoś żaden bank nie wycofał się z Węgier, a rząd premiera Wiktora Orbana pokazał, że jest suwerenny w swoich decyzjach i nie pozwolił, żeby to banki decydowały w tym kraju, w przeciwieństwie do tego, z czym mamy do czynienia w Polsce. Ten protest banków pokazuje, jak obecnie rządząca koalicja PO – PSL jest traktowana przez bankierów, a jest traktowana jak zwykłe popychadła, którym można pogrozić kijem. Przypomnę tylko, że najpierw uczynił to przedstawiciel Związku Banków Polskich, który reprezentuje w przeważającej mierze interesy banków zagranicznych działających w Polsce. Stwierdził on m.in., że jakiekolwiek zmiany na korzyść oszukanych, podstępnie złapanych w pułapkę kredytobiorców frankowych skończą się wstrzymaniem kredytowania polskiej gospodarki przez banki. Można się domyśleć, że być może ta groźba dotyczyła też wstrzymania udzielania kredytów pod zastaw obligacji rządowych. Tak czy inaczej mamy kompromitujący sektor bankowy, który traktuje Polskę jak podbity kraj czy pewien łup wojenny i może wskazywać rządowi czy parlamentarzystom, co im wolno, a czego nie wolno robić we własnym kraju. Jest to tym bardziej żenujące, że np. niemiecki Commerzbank, który jest właścicielem banku w Polsce takich kredytów w Niemczech nie udzielał. Poza tym ten bank w 2008 r. po fali kryzysu otrzymał gigantyczną pomoc w wysokości 18 miliardów euro wsparcia od państwa niemieckiego, rządu kanclerz Merkel. To tylko pokazuje, że ten bank jest pod kuratelą niemieckiego rządu.

Może to oznaczać, że niemiecki rząd popiera żądania tego banku wobec polskich władz?

– Jeżeli byłoby tak rzeczywiście, to mielibyśmy do czynienia z zapowiedzią podobnych zachowań niemieckiego kapitału finansowego, jakie miały miejsce w Grecji. Wówczas prawdopodobnie, kładąc weksle na stole, zażądano od Greków spłaty, a jak nie mają pieniędzy na spłatę długów, to mają oddać wyspy. To, z czym mamy do czynienia, jest bardzo niebezpieczną grą banków w stosunku do Polski. Tak naprawdę banki te zaszalały z kredytami frankowymi, działając w skrajnie ryzykancki sposób, a na dodatek łamiąc prawo obowiązujące w Polsce. Art. 69 prawa bankowego mówi wyraźnie, czym jest kredyt bankowy w Polsce i ta definicja w zasadniczy sposób odbiega od spekulacyjnych produktów w postaci tzw. kredytów frankowych oferowanych Polakom. Moim zdaniem, należałoby jeszcze wyjaśnić, czy w Polsce na przestrzeni ostatnich lat nie doszło do manipulowania wskaźnikami rynkowymi, a konkretnie stopą WIBOR na warszawskim rynku międzybankowym, za pomocą której banki rzekomo pożyczają sobie pieniądze. Dodam może jeszcze, że stopa WIBOR dotyczy operacji liczonych w setkach miliardów złotych. Jeśli doszłoby do manipulacji a przypomnijmy, że w latach powiedzmy 2006, 2007, 2008, 2009, kiedy udzielano najwięcej kredytów frankowych, stopa WIBOR była bardzo wysoko wywindowana, natomiast stopa LIBOR dla kredytów frankowych była stosunkowo niska. Być może ten mechanizm był tak ułożony, żeby złapać w pułapkę jak najwięcej ludzi, którzy najczęściej nie mieli tzw. zdolności kredytowej w złotych przy tej stopie kredytowej stopie WIBOR, ale mieli za to zdolność kredytową przy stopie LIBOR we frankach szwajcarskich.

Czy protest banków jest tylko problemem natury finansowej, bo jak wspomniał Pan wcześniej, banki zagraniczne zaczynają wchodzić rządowi na głowę?

– Oczywiście nie jest to tylko problem natury finansowej, ale problem niezależności polskiego rządu. Pytanie brzmi: czy wobec tego, co widzimy chociażby przy okazji protestów banków, obecny rząd w Polsce ma możliwość samodzielnego podejmowania jakichkolwiek decyzji. To jednocześnie pokazuje, jak wielkim błędem i porażką była prywatyzacja sektora bankowego w Polsce na rzecz kapitału zagranicznego, o czym od 25 lat usiłuję alarmować polską opinię publiczną. Nie tylko straciliśmy ok. 200 miliardów złotych na prywatyzacji banków w Polsce, ale warto pamiętać, że te same banki przez ostatnich 10 lat, czyli od 2004 do 2014 r., zarobiły na czysto ok. 100 miliardów złotych. Oczywiście brednią są opowieści o tym, że banki stracą na przewalutowaniu kredytów frankowych 22 miliardy złotych, że straty poniesie też budżet państwa. To wszystko jest nieprawdą. Banki tylko nieco mniej zarobią, ale z pewnością nie poniosą strat. Korzyścią jest natomiast to, że po przewalutowaniu kredytów frankowych więcej pieniędzy pozostałoby w kieszeniach Polaków. Pieniądze te przyczyniłyby się do wzrostu gospodarczego, poprawiłyby również koniunkturę, większe byłyby wpływy ze sprzedaży, z kolei w usługach byłyby większe dochody podatkowe z podatku VAT, akcyzy, w podatku dochodowym od osób fizycznych PIT-u itd. A więc te korzyści są wymierne. Natomiast to, z czym mamy do czynienia, to zwykła manipulacja mediów, które żyją i czerpią ogromne zyski z reklam bankowych oraz silnego lobby bankowego, które ma swoich przedstawicieli w najwyższych czynnikach państwowych – przynajmniej za rządów obecnej koalicji

 A gdzie w tym wszystkim był nadzór bankowy?

– Trzeba powiedzieć wyraźnie, że instytucje nadzoru finansowego w Polsce kompletnie zawiodły. Zareagowały bardzo późno, przecież kredyty walutowe: mieszkaniowe i hipoteczne zostały zakazane tak naprawdę dopiero od 2013 r. Andrzej Jakubiak, szef Komisji Nadzoru Finansowego, jeszcze w ubiegłym roku twierdził, że w Polsce nie ma problemu kredytów frankowych, że są one świetnie spłacane, że wszystko jest pod kontrolą i że w ogóle jest to wydumany problem. Dzisiaj natomiast mamy dyktat banków, który przypomina bardziej nawet już nie sugestie, a wręcz groźby ze strony Biura Politycznego KC KPZR w Moskwie za czasów Breżniewa.

Czy rzeczywiście to lobby bankowe w Polsce, o którym Pan mówi, jest tak mocne, że może dyktować rządowi i najwyższym organom władzy państwowej w Polsce, co mają robić? Przecież te pisma to brzmią niczym groźba…

– To tylko świadczy o tym, że tak traktują polski rząd czy polski parlament. Widocznie zdają sobie sprawę, że ci ludzie nie zareagują i zamiast stanąć po stronie Polaków, przeciwnie – stają po stronie banków. Wywierają też presję na Sejm i Senat, żeby parlamentarzyści głosowali w interesie zagranicznych banków. Ten list, który polski rząd skierował do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu w obronie zysków banków, a nie w interesie polskich obywateli, jest dowodem na to, że w Polsce zamiast władzy mamy marionetki na usługach lobby bankowego. Premier Ewa Kopacz powinna wezwać na dywanik prezesa Związku Banków Polskich Krzysztofa Pietraszkiewicza za jego ostatnie wystąpienie, które było zawoalowaną groźbą czy szantażem, że banki nie będą wspierać polskiej gospodarki. Jeżeli tak, to niech te zagraniczne banki zbankrutują, będzie je można przejąć za przysłowiową złotówkę. Według mnie, problem kredytów powinien zostać objęty poważnym śledztwem instytucji do tego powołanych, bo wszelkie prawne aspekty wskazują na działania spekulacyjne. W Stanach Zjednoczonych na takie banki zostałyby nałożone surowe kary, a ich działalność zostałaby objęta szeroko zakrojonym śledztwem. Żaden rząd, któremu na sercu leży interes swojego kraju i dobro obywateli, nie pozwoliłby sobie na traktowanie w sposób, w jaki jest dzisiaj traktowany przez obce banki polski rząd pod kierownictwem premier Ewy Kopacz czy ministra finansów Mateusza Szczurka, nota bene byłego przedstawiciela zagranicznego banku, który największą aferę widział związaną ze SKOK-iem Wołomin, a największej afery związanej z tzw. kredytami frankowymi nie dostrzega.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

źródło: naszdziennik.pl

Reklamy

2 myśli nt. „Rząd pod dyktando zagranicznych bankierów

  1. Skoro daliśmy z kraju zrobić kolonię to musimy czapkować systemowi finansowemu !Niewolnik nie podskoczy !

  2. Panująca obecnie opinia chyba rzetelnie oddaje obecną sytuację !Jeśli Polacy w wyborach parlamentarnych pozostawią przy władzy prostytutki polityczne platformy obywatelskiej to jesteśmy totalnie przegrani,zadłużeni z perspektywą bardzo realnego już bankructwa ! PiSdzielcy to też zło ale zdecydowanie mniejsze,bo może choć trochę powstrzymają w/w prostytutki od działań destrukcyjnych by w tym czasie powstała jakaś inna ,trochę bardziej wiarygodna opcja polityczna.

Możliwość komentowania jest wyłączona.