Akropol nad Wisłą

TvRepublikaOdbyła się konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach. Beacie Szydło zarzuca się populizm i błędy w wyliczeniach. Twierdzi się, że realizacja obietnic doprowadzi do drugiej Grecji. A ja twierdzę, że znalezienie pieniędzy na realizację deklaracji Beaty Szydło nie jest tak trudne, jak się to mogłoby wydawać. Skala kradzieży rozkradania majątku narodowego, marnotrawstwa publicznych pieniędzy, wyłudzeń w podatkach VAT, transfer pieniędzy za granicę to są kwoty idące w setki miliardów złotych.

W Polsce jest bardzo dużo pieniędzy, tylko że głównie nie dla Polaków. Powiedziałbym, że wyliczenia PiS są bardzo ostrożne. To przedstawiciele Platformy Obywatelskiej nie mają pojęcia o gospodarce i dokładnym liczeniu pieniędzy. Przypomnijmy, że to ekipa PO wydała prawie 100 mld zł na budowę dróg i stadionów. Raporty udowadniają, że blisko 30 proc. z tej sumy zostało zmarnowanych lub rozkradzionych. Przy okazji doprowadzono do bankructwa krajowe firmy budowlane.

Co roku zagraniczne firmy transferują w postaci zysków i dywidend, a więc legalnie, kwoty od 70 do 100 mld zł. Wyliczenia te potwierdzają poważni ekonomiści, jak chociażby prof. Jerzy Żyżyński. W Katowicach europoseł dr Zbigniew Kuźmiuk również wskazywał, gdzie te pieniądze są, dlaczego spada wydajność podatkowa, dlaczego wielkie koncerny nie płacą podatków. Wielokrotnie pisałem, że trzeba zatkać ten polski dziurawy dzban.

Pieniądze transferują także spółki Skarbu Państwa. Odbywa się to pod płaszczykiem zagranicznych inwestycji. I w tym przypadku podobnie wyprowadzane kwoty sięgają wielu mld zł.

Pieniądze znajdą się, gdy przyjrzymy się szarej strefie. Przemyt towarów akcyzowych uprawia się w Polsce na szeroką skalę. Nie jest problemem znalezienie przemycanych papierosów, alkoholu czy benzyny. Straty tylko z tego procederu wynoszą 10 mld zł, choć niektórzy twierdzą, że nawet 20 mld zł.

Po ośmiu latach rządu Platformy i PSL, gdzie nie dotknąć, tam jest demolka. Premier Jan Vincent Rostowski krzyczał niegdyś, że „w Polsce drugiego Budapesztu nie będzie”. I miał rację! Nasze finanse bardziej przypominają Grecję niż Węgry. Gdyby Platforma jeszcze trochę porządziła, to mogłoby się okazać, że będziemy mieć drugie Ateny. A jest to możliwe, bo nasz dług zagraniczny jest porównywalny z niespłacalnym greckim.

Na to Ewa Kopacz twierdzi, że nie mamy czego się bać, bo… mamy duże rezerwy dewizowe. Na to ręce opadają. To jest zaproszenie spekulantów międzynarodowych do ataku na polską złotówkę! Dlaczego mają tego nie robić, skoro premier informuje, że mamy przygotowane 90 mld euro na interwencję? To są kompletnie nieodpowiedzialne działania szefa rządu.

Oskarżanie PiS o złe wyliczenia i zagrożenie greckie w sytuacji, gdy przez osiem lat PO – PSL budowała fundamenty pod Akropol nad Wisłą, jest żenujące.

Janusz Szewczak
Autor jest głównym ekonomistą SKOK.

Artykuł opublikowany na stronie: naszdziennik.pl

Advertisements