Premier Ewa Kopacz powinna jechać nie do Paryża, a do Brzeszcza. Dyktat i stawianie pod ścianą może mieć przecież też ekonomiczne oblicze

020320_r0_620Przy takiej restrukturyzacji polskiego przemysłu, w tym górnictwa węgla kamiennego, nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce pozostaną jedynie zagraniczne banki, super i hipermarkety i oczywiście kamieni kupa.

Widać wyraźnie, że procesy intelektualne, samej premier Ewy Kopacz oraz niektórych członków jej rządu nie nadążają za rozwojem wydarzeń i to nie tylko na Śląsku. Przez ostatnie 25 lat liberałowie różnej maści tak reformowali i restrukturyzowali polskie przemysły jak: przemysł stoczniowy, cementowy, elektroniczny, przetwórstwa spożywczego, zbrojeniowy, hutniczy czy dystrybucji energii elektrycznej, że zostały one albo całkowicie zlikwidowane, albo trafiły w zagraniczne ręce. Napuszcza się opinię publiczną na górników, pod hasłem, że do 1 tony węgla dopłaca się w Polsce 65 zł. Tyle tylko, że w 2013 r. górnictwo zapłaciło do budżetu państwa ponad 7 mld zł podatków i różnego rodzaju opłat, na ZUS, FUS, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, Emerytury Pomostowe, Ochrony Środowiska, Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, opłaty eksploatacyjne, podatki od nieruchomości łącznie ok. 3,6 mld zł.

W tym samym czasie wielkie sieci handlowe super i hipermarketów, będące własnością kapitału zagranicznego, przy obrotach ponad 130 mld zł zapłaciły podatku CIT zaledwie ok. 700 mln zł czyli 10-cio krotnie mniej. Może więc rząd powinien się raczej zająć restrukturyzacją super i hipermarketów, zwłaszcza tych, które od lat są podobno niedochodowe? Jeszcze w 2004 r. udział podatków w 1 tonie węgla wynosił ok. 50 zł, w 2014 r. podatki wynosiły w 1 tonie węgla już ok. 100 zł, a jeden z najwyższych poziomów podatku VAT w Europie skutecznie dobija polskie górnictwo węglowe.

Prorządowe media, politycy PO i tzw. pożyteczni idioci co rusz ubolewają nad wielkim marnotrawstwem publicznych pieniędzy i dotowaniem niektórych kopalń górnictwa węgla kamiennego na Śląsku, tak jakby Polacy nie dotowali wielkich zagranicznych koncernów i banków działających w Polsce. To MSW B. Sienkiewicz mówił na taśmach hańby, że dotują lotniska pod stołem. Jeszcze w połowie lat 90-tych polscy podatnicy bez ich zgody dotowali kwotą 36 mld zł w ramach tzw. obligacji restrukturyzacyjnych banki, które natychmiast sprzedano kapitałowi zagranicznemu, które na czysto już zarobiły w Polsce ponad 100 mld zł. To przecież za pieniądze polskich podatników, za 2,5 mld zł kupiono Pendolino wraz z serwisem, Dreamlinery za ok. 5 mld zł, zapłacono za coś z czego się nie korzystamy od 2009 r. – Elastyczną Linię Kredytową w MFW już ok. 2 mld zł.

Ten sam rząd PO-PSL, który chce zlikwidować śląskie kopalnie rozpoczyna właśnie budowę nowych bloków energetycznych na węgiel w elektrowniach w Kozienicach, Opolu i Jaworznie za ponad 17 mld zł. Pytanie brzmi czy będzie to wówczas polski węgiel czy może rosyjski lub amerykański, a może jednak znów wydobywany w niemieckich kopalniach na Śląsku przez polską tanią siłę roboczą.
Likwidacja górnictwa węgla kamiennego na Śląsku jest tym bardziej zadziwiająca, że do 2020 r. spółki Skarbu Państwa mają wydać na nowe bloki energetyczne opalane węglem, oczywiście z naszych pieniędzy – polskich podatników – ok. 30 mld zł. Firmy energetyczne, które częściowo już sprywatyzowano na rzecz kapitału zagranicznego otrzymały w latach 2005-2013 bezpłatne uprawnienia do emisji CO2 oraz zwrot środków za tzw. kontrakty długoterminowe kwoty grubo ponad 20 mld zł i tu dopiero skala dotowania jest prawdziwie porażająca.

Absurdalny pomysł likwidacji kopalń na Śląsku miał być już ogłoszony w grudniu 2014 r., ale rządową operacje uniemożliwił marsz PIS-u 13 grudnia w obronie uczciwych wyborów. Śląska operacja PO-PSL mogłaby też się źle medialnie kojarzyć z wydarzeniami okresu stanu wojennego. Podziemny strajk górników na Śląsku i zapowiadany od poniedziałku udział kobiet – żon i członków rodzin górników – tych , które nie piły kawy z premier E. Kopacz może okazać się polskim Majdanem.

Marsz Solidarności z udziałem pani premier E. Kopacz jest więc bardziej potrzebny na Śląsku niż w Paryżu. Dyktat i stawianie pod ścianą, może mieć przecież również ekonomiczne oblicze.

Zdjęcie Janusz Szewczak

Advertisements

3 myśli nt. „Premier Ewa Kopacz powinna jechać nie do Paryża, a do Brzeszcza. Dyktat i stawianie pod ścianą może mieć przecież też ekonomiczne oblicze

  1. Tym razem będę upierdliwy,bo wyjątkowo razi odmiana przez przypadki miejscowości BRZESZCZE k/Oświęcimia ! A zatem nie do Brzeszcza a do BRZESZCZ !Skoro tępimy analfabetów gospodarczych ,nie zapominajmy o językoznawczych !

Możliwość komentowania jest wyłączona.