Majątek narodowy jak prywatny folwark

wSieci-175

Rys. Andrzej Bondarowicz

Po ujawnieniu taśm dymisje w ministerstwie skarbu Państwa powinny się potoczyć lawinowo

Swego czasu na łamach „wSieci” opublikowałem tekst „Polska bez rodowych sreber”, nie znaliśmy wtedy jeszcze treści taśm hańby. Teraz możemy mieć już pewność i mamy niezbite dowody, jak koalicja PO-PSL z samym premierem na czele traktuje owe resztki majątku narodowego, w tym spółki skarbu państwa. A traktuje je jak łup wojenny, prywatny folwark paru kolesi   wsadzanych na stanowiska choćby na chwilę, byleby mogli wziąć parę milionów odprawy, co ujawnił w zarejestrowanej na „taśmach »Wprost«” rozmowie z prezesem PKN Orlen sam minister Paweł Graś, bliski współpracownik premiera, a co dotyczyło spółki PGE.

Z owych taśm widać, że rządząca sitwa, wysocy urzędnicy państwowi i namaszczeni na stanowiska prezesi spółek nie cofną się przed niczym, by zapewnić wygraną w najbliższych wyborach rządzącej dziś partii, i nawet wbrew zasadom demokracji oraz przepisom prawa nie dopuścić do tego, aby w demokratycznych wyborach wygrała opozycja. I nie poskąpią na ten cel sporego grosza. Jak słychać na taśmach: „Ten ma rację, kto ma akcje”. Ci ludzie gotowi są wziąć na klatę milion dolarów czy 30 „dużych baniek” w złotych, by uczcić koncertem rządzącą ekipę tuż przed wyborami albo sztucznie obniżać cenę paliwa, jak to miało miejsce przed wyborami w 2011 r.

Po to, by elektorat docenił władzę. To nic, że rządowe i inwestycyjne oczko w głowie premiera Donalda Tuska, czyli Polskie Inwestycje Rozwojowe, to według szefa MSW „ch…, dupa i kamieni kupa”, że w PGNiG straty i wielkie opóźnienia w budowie gazoportu w Świnoujściu, jak twierdzi nagrany w podsłuchowisku z ul. Czerniakowskiej były wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz. W pełnej rozciągłości widać na owych taśmach dramatyczny brak właściwego nadzoru nad państwowymi spółkami (w stosunku do LOT-u, Stoczni Gdańskiej czy Polimeksu używa się określenia „syfy”), podejrzane deale, totalną nieudolność, marnotrawstwo, polityczną korupcję i kumoterstwo, świadczenie sobie wzajemnych grzeczności, ale również pogardę dla zwykłych obywateli, nie mówiąc już o tzw. ładzie korporacyjnym czy europejskich standardach zarządzania.

Majątek narodowy, a właściwie jego resztki, znalazł się w niebezpieczeństwie, całe kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa nadaje się dziś wyłącznie do natychmiastowej wymiany. Polska nigdy nie miała szczęścia do ministrów skarbu państwa ani do dbałości wysokich urzędników państwowych o interes narodowy i wspólny majątek. Mieliśmy za to takich pożal się Boże „geniuszy prywatyzacyjnych”, jak choćby Waldemar Kuczyński, Janusz Lewandowski, Emil Wąsacz, ale takich „fachowców” w resorcie skarbu jak przedstawiciele obecnej ekipy nikt już chyba nie przebije.

Mamy dowody na owych taśmach, że nawet te resztki majątku narodowego są w poważnym niebezpieczeństwie, są źle nadzorowane, często traktowane jak prywatny folwark. Całe szefostwo MSP na czele z ministrem Włodzimierzem Karpińskim, który – jak sam przyznaje – „nie jest supermenedżerem i dba o to, by premierowi dostarczać paliwa, a instrukcje nominacyjne na członków zarządów czy rad nadzorczych spółek skarbu państwa dostaje z samych wierchów”, powinno zostać natychmiast zdymisjonowane. Tyle że to możliwe w praktycznie istniejącym państwie o europejskich standardach, a nie w Bantustanie.

Mimo że wiceminister skarbu Rafał Baniak stanowczo zaprzecza, to należałoby za pomocą właściwych instytucji wymiaru sprawiedliwości ustalić, czy prawdziwa jest informacja podejrzanego w aferze taśmowej właściciela firmy Składy Węgla Marka Falenty o propozycji kupna jego przedsiębiorstwa ze strony wiceministra Baniaka. Tym bardziej że dowiadujemy się właśnie, iż mają powstać państwowe składy węgla. Czy rzeczywiście padła propozycja nie do odrzucenia, czy to tylko linia obrony? Bo jeśli to pierwsze, byłaby to gigantyczna afera, niezbity argument na rzecz funkcjonowania tzw. układu zamkniętego, działania mafii węglowej na Śląsku, lecz również konkretnego przestępstwa ze strony wysokiego urzędnika państwowego.

I to zarówno z art. 231 k.k., czyli nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, jak i art. 296 k.k., czyli nadużycia zaufania oraz udzielonych uprawnień. A to oznaczałoby poważne przestępstwo przeciwko obrotowi gospodarczemu, które przy szkodzie wielkich rozmiarów zagrożone jest nawet karą do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Należałoby również jak najszybciej wyjaśnić, a już na pewno poinformować opinię publiczną, co tak naprawdę stoi za wypowiedzią samego ministra skarbu: „Ja to mam problem Burego (szef klubu parlamentarnego PSL, były wiceminister skarbu), którego mogę wy…ć w kosmos, Bury wszystkich okiwał”.

To tym bardziej istotne, że niektóre media wcześniej wielokrotnie miały poważne wątpliwości co do działalności tego polityka. Warto by było wiedzieć, a minister Karpiński nie powinien tego ukrywać, co to za bomba może wysłać w kosmos posła Jana Burego, kogo okiwał. Podejrzenia i wątpliwości co do tego faktu, jak i co do poprawności, a nawet legalności takiej postawy wysokiego urzędnika państwowego wydają się uzasadnione. W końcu Kodeks karny mówi jasno o obowiązkach funkcjonariusza publicznego, jeśli ten np. pozyskałby informację o nieprawidłowościach czy wręcz naruszeniu prawa. I choć minister Karpiński w kontekście nagranej rozmowy o zaniżanych cenach paliw przed wyborami w 2011 r. wygranych przez PO stwierdza bezdyskusyjnie: „Wszystkie chwyty dozwolone”, to wydaje się jednak, że bezpieczeństwo ekonomiczne, interes skarbu państwa powinny być całkowicie zgodne z prawem i procedurami, a prawo powinno być równe dla wszystkich.

Równie zastanawiająca i niepokojąca pod względem prawnym jest upubliczniona na taśmach wypowiedź Parafianowicza dotycząca Karpińskiego, w której ten pierwszy stwierdził, że ma z ministrem skarbu dobre relacje, „bo już w Ministerstwie Finansów zrobiłem mu tam kilka takich grzecznościowych rzeczy na cito”. Ciekawe, o jakie grzeczności chodzi. Miejmy nadzieję, że nie były to grzeczności podobne do tych, jak te deklarowane przez Parafianowicza innemu już byłemu ministrowi Sławomirowi Nowakowi. Czy były to tylko czcze przechwałki?

Z pewnością nie były to „grzeczności” na rzecz Polski Wschodniej. Wydaje się również, że w nagranych rozmowach, kontaktach oraz relacjach z przedstawicielami wielkiego biznesu mogło dochodzić do ujawniania informacji poufnych czy zastrzeżonych, które mogły narażać na szwank prawnie chroniony interes, w tym interes skarbu państwa. Wątpliwości budzi fragment rozmowy ministra Karpińskiego z prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem dotyczący zakupu chorwackiej firmy petrochemicznej INA, „którą to mogłaby rozmasowywać” Alicja Kornasiewicz. Ciekawe, o jaki rodzaj „masażu” chodziło? Na taśmach hańby mówi się również o prywatyzacji PKP Cargo, o stratach i udzielnych księstwach w spółkach skarbu państwa, o przyszłości PKN Orlen. Dodatkowo w świetle zasadniczych kontrowersji dotyczących ostatnich prywatyzacji, takich jak sprzedaż Ciechu czy prywatyzacja Grupy Azoty, oraz kontaktów prywatnych z Janem Kulczykiem wydaje się, że obecne kierownictwo MSP nie tylko straciło resztki wiarygodności, lecz także może nie być w stanie zachować pełnej bezstronności w planowanych prywatyzacjach i podejmowanych decyzjach o wartości wielu miliardów złotych. Wydaje się również, że obecna ekipa może nie gwarantować zapewnienia pełnego bezpieczeństwa ekonomicznego i skutecznej ochrony interesów skarbu państwa. Ci ludzie będą bowiem wystawieni na niebezpieczeństwo szantażu, ulegania sugestiom i niedozwolonej presji, na zarzuty mediów oraz opozycji. Tym bardziej że opinia publiczna nie poznała jeszcze całości owych taśm, w tym zwłaszcza rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA, ministra Pawła Grasia i prezesa NIK z Janem Kulczykiem.

Nikt już nie uwierzy, że kolejne decyzje gospodarcze i prywatyzacje nie są dziełem wcześniejszych deali i starych zobowiązań. I choć premier Donald Tusk twierdzi, że jest „dość twardy”, że będzie „wyjaśniał konsekwentnie aferę”, to wydaje się, iż to jedynie twardość człowieka z plasteliny i absolutnie nie można tych słów brać na poważnie. Mimo wszystko dymisje w MSP powinny się potoczyć lawinowo i być początkiem końca tego rządu.

Janusz Szewczak
Główny Ekonomista SKOK

wSieci, nr 28 (84) 2014, 7–13 lipca

Advertisements

Jedna myśl nt. „Majątek narodowy jak prywatny folwark

Możliwość komentowania jest wyłączona.