Janusz Szewczak na UG: Czy Donald Tusk, jak Mesjasz, przeprowadził nas przez morze kryzysu?

fot: money.pl

fot: money.pl

O południu Europy pogrążającym się w kryzysie, gigantycznej dziurze budżetowej, o niemieckiej dominacji, pokłosiu sprzedaży banków w obce ręce, przeinwestowaniu, wydmuchiwanych z Polski pieniądzach, o finansjerze traktującej Polskę jak teren  eksploatacji, o absurdach w gospodarce i magii statystyki mówił Janusz Szewczak w wykładzie wygłoszonym w poniedziałkowy wieczór na Uniwersytecie Gdańskim.

Czy to już koniec kryzysu w Polsce, przez który niczym Mesjasz przeprowadził nas premier Donald Tusk i sztukmistrz z Londynu Jan Antony Vincent-Rostowski?
Co trzeba zrobić w gospodarce i finansach, aby odczuli to zwykli Polacy? Na te pytanie szukał dobrej odpowiedzi znany z przenikliwych i krytycznych sądów Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, prawnik, analityk finansowy, pracownik naukowy WPiA Uniwersytetu Warszawskiego, krytyk procesu prywatyzacji systemu bankowego w Polsce.

Premier Donald Tusk odpędził kryzys, który niczym mityczne widmo pukał już do naszych drzwi. Szef rządu PO-PSL mówił, że jego rząd „nie wpuścił kryzysu do Polski”, a jednak od dwóch lat słyszymy, że np. rosnącemu bezrobociu winien jest właśnie kryzys.

Zapowiedzi, że wyszliśmy z kryzysu oparte są na danych GUS, które są tak precyzyjne jak  policyjne radary marki „Iskra”. Oto kryzys łomotał do nas, ale premier Tusk był dzielny i nie wypuścił kryzysu przez nasze drzwi. Polska gospodarka się wybroniła, ale czy jest polska gospodarka? Oto pytanie

– zaczął wykład Janusz Szewczak. Czy jest szansa na poprawę sytuacji?

Młodzi ludzie już zagłosowali. Dwa miliony dwieście tysięcy już wybyło z naszego krajuJest już tak dobrze, że Polacy całymi rodzinami pakują się i wyjeżdżają za granicę. Tylko w 2012 r. do Niemiec wyjechało 200 tys. Polaków w poszukiwaniu pracy

– mówi Szewczak. I nie ma w tym nic dziwnego, skoro 400 euro to minimalna płaca w Polsce. A postulat jej podwyższenia spotyka się z krytyką.

Kto to widział by podwyższać płacę minimalna. Nasza gospodarka nie będzie konkurencyjna gdy podniesiemy płacę minimalną

– ironizował Szewczak, odnosząc się do poglądów domorosłych liberałów ze szkoły Leszka Balcerowicza, który, podobnie jak Jan Krzysztof Bielecki i Hanna Gronkiewicz-Waltz byli zachwyceni wyprzedażą polskiego sektora bankowego, ubezpieczeniowego i firm na rzecz zagranicy.

To może po prostu ludziom nie płacić? Wtedy to będzie konkurencyjna gospodarka

– dodał Szewczak. A OFE? To wypłukiwanie z Polski pieniędzy. A kwoty są niebagatelne – 17 mld zł.

Te pieniądze wywiało, a teraz toczy się  wielka bitwa o największy przekręt III RP. Wmówiono ludziom wakacje pod palmami i mają palmę. Na rondzie De Gaulle’a w stolicy. Sztuczną

– mówił ze swadą Szewczak.

Kolejna rafa to gigantyczny dług publiczny. Rząd przyznaje się do około 940 mld zł tegoż długu.  Do tego dochodzi jeszcze gigantyczny dług ukryty w zobowiązaniach państwa, czyli to co państwo jest winne swoim obywatelom. A chodzi tu o 3 biliony zł.

Szewczak dla porównania przytaczał dane, iż w 2004 wynosił on 403 mld, a w 2007 – 527 mld zł. Oznacza to, że przez sześć lat rządów kartelu władzy PO-PSL dług publiczny wzrósł o 400 mld zł.

Minister Rostowski przez sześć lat zadłużył nas tak, jak kilkunastu ministrów finansów przez poprzednie dwie dekady

– zauważył Szewczak. Procentowo bardziej zadłużone są np. Japonia i USA, ale jak zauważa Szewczak – Japończycy mają japońskie banki, Niemcy – niemieckie, a my polskich banków, oprócz resztówek w PKO BP (należący w połowie do Skarbu Państwa) i Banku Pocztowym  nie mamy. Nawet „patriota gospodarczy” Jan Krzysztof Bielecki mówi ostatnio, że za mało jest polskiego kapitału w bankach. Na dodatek ceny usług bankowych należą u nas do jednych z najwyższych w Europie.

Najpierw banki zostały sprzedane by je teraz repolonizować, ale co w nich tak naprawdę jest? Na ile są zadłużone w bankach-matkach? Czyli co, sprzedać odkupić i dwa razy pobrać prowizję

– ironizuje Szewczak.

Czy zatem era kolonializmu się skończyła?

Zadłużenie zagraniczne Polski ogółem zbliża się do 300 mld euro. Przez 32 lata spłacaliśmy 30 mld dolarów, które pożyczył Edward Gierek. A za te pieniądze zbudowano kilkaset przedsiębiorstw i kilkanaście bardzo nowoczesnych fabryk, które już zostały dawno wyprzedane.

To ile lat będziemy spłacać te prawie miliardy euro? Nie trzeba dywizji, nalotów dywanowych, a wystarczy przejąć długi państwa i ma się je w garści. Można wtedy nawet powiedzieć: ten wasz poseł Niesiołowski to ma rację. Jeść macie szczaw, bo na nic innego was nie stać. Długi trzeba najpierw spłacić

– opisywał sytuację Szewczak.

Tymczasem około 42 mld zł to koszta obsługi długu zagranicznego. Zatem spłata odsetek od zadłużenia pochłania przychody państwa z PIT,  czyli to, co Polacy wypracują i jako daninę oddają państwu. I to przy represyjnej skali podatkowej. W wielu krajach dochody na poziomie 400 euro miesięcznie (płaca minimalna w Polsce) to jedynie zasiłek na wegetację, a u nas wynagrodzenie za pracę w polskiej gospodarce.

Czy zatem istnieje jeszcze polska gospodarka? I na to pytanie nie ma pozytywnej odpowiedzi.

W czym my tacy mocni jesteśmy? W eksporcie żywności i w produkcji palet drewnianych. Jeszcze w AGD, ale sprzęt głównie składamy. Nawet kiełbasę krakowska będą nam Chińczycy produkować, tak jak Japończycy, właściciele „Wedla” produkują nam ptasie mleczko, a wódkę robią Rosjanie, Amerykanie, Francuzi. Jak gdyby Polacy nie potrafili jej zrobić

– mówił ekonomista i wyliczał:

Nie mamy handlu wielkopowierzchniowego, nie mamy banków, nie mamy firm ubezpieczeniowych, cementowni. My właściwie już niewiele mamy.

Jest jedna specjalność (oprócz palet). Tą specjalnością jest tania siła robocza. Wyjeżdżają za granicę głównie ludzie młodzi, w których zainwestowaliśmy. Grozi nam demograficzna zapaść. Przyszłość rysuje się więc w czarnych barwach, gdyż słabe państwo rodzi pokusę kolonizacji.

Gigantyczna dziura w finansach państwa, „istny Rów Mariański”, jest nie do zasypania. Tym bardziej, że gigantyczne sumy pieniędzy są, zdaniem Szewczaka, marnotrawione:

Trwają próby jazdy po okręgu i hamowania dwóch z dwudziestu szybkich pociągów Pendolino, które zakupiło PKP Intercity. Kontrakt na ich dostawę, wyprodukowanych przecież nie w Polsce, ale we włoskim Savigliano opiewa na 2,5 mld złotych. Pendolino może pędzić do 280 km/godz. ale nie pojedzie, bo tory nie są przystosowane, nie ma podstacji stabilizujących napięcie elektryczne i zasilających ten sprzęt.

Na zakup składów Pendolino PKP Intercity zaciągnęło 340 mln euro kredytu od Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Gwarantem pożyczki jest Skarb Państwa.  Zaciągnięty kredyt trzeba spłacać przez wiele lat. Ten kontrakt ocenia Szewczak jako kompletnie nieudany zakup, przypominający zakup Dreamliner’ów dla LOT-u, czyli kosztownych nielotów.

Gdyby rząd wpakował w bydgoskie zakłady PESA, które robią składy dla Niemiec, 2 mld zł, zamiast wydawać je na Pendolino, to mielibyśmy potężnego eksportera, który już dostarcza swoje pociągi do wielu krajów świata

– zauważa główny ekonomista SKOK.

Zdaniem Szewczaka grozi nam grecki i portugalski scenariusz, gdyż system „kleptokracji”, wydrenował nasz majątek narodowy i kieszenie Polaków. Częściowa prywatyzacja sektora ubezpieczeń emerytalnych w ramach „II filaru i tzw. era kolonizacji gospodarczej  przyczyniły się do powstania obecnego, gigantycznego zadłużenia.

Mamy więc kosmiczny dług do spłacenia i całkiem realną wizję bankructwa. Za to kanclerz Angela Merkel obiecała Niemcom, że z kryzysu wyjdą bogatsi i silniejsi.

Na kryzysie Niemcy super zarobili. Okazuje się, że około 100 mld euro na czysto, więc inni stracili, inni muszą pożyczać, a Niemcy  mają 160 mld euro nadwyżki w obrotach handlowych, gdy my należymy do grupy państw deficytowych

– wyliczał Szewczak.

Zasadniczym problemem jest, skąd wziąć pieniądze na spłatę tak gigantycznego długu, gdy nie ma się własnego majątku, własnych banków i nowych miejsc pracy.

Tymczasem, jak usłyszeliśmy na UG, mamy „Upodlenie obywatela w każdej możliwej sytuacji, w relacji z urzędnikiem, z administracją, z policjantem”. Od czego trzeba zacząć naprawę stanu finansów państwa?

Zdaniem Szewczaka, od zatkanie dziur, przez które wyciekają pieniądze. Tzw. saldo błędów i opuszczeń w budżecie to 40 mld zł. Po drugie godziwa pensja za pracę, gdyż Polacy obok Koreańczyków, są najbardziej zapracowanym narodem. Co z tego skoro w ślad za „harmonizacją” cen nie poszła „harmonizacja” płac.

Nigdy nie będzie dobrze, jeśli nie będzie godziwej płacy, nie będzie godziwych emerytur. Przy minimalnych zarobkach nie sposób odłożyć składki na ZUS by mieć godną emeryturę

– mówił Szewczak. Jedno jest pewne: obecna Polska spełnia oczekiwania li tylko ludzi „zblatowanych” z władzą i klientów „kartelu władzy”.

Statystycznie koń i człowiek mają po trzy nogi. Statystyczne i propagandowe cuda nie zmienią rzeczywistości gospodarczej

– podkreśla Janusz Szewczak.

Uniwersyteckie spotkanie z Januszem Szewczakiem z cyklu „Polska na poważnie” zorganizował Ruch Społeczny im. Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego. Wśród kilkudziesięciu słuchaczy była m.in. Marta Kaczyńska, córka Lecha i Marii Kaczyńskich, wiceprezes Ruchu.

Artur S. Górski

za: wpolityce.pl

.

Advertisements