Wszystko, co czyni władza ma nam obrzydzić życie, … (3)

Czy aby na pewno pełne Polaków czartery do Egiptu i na „Ka­nary”, oblężone supermarkety tuż przed kolejnym długim week­endem świadczą już o stabilnej gospodarce i silnej polskiej klasie średniej? Czy to, że rocznie sprzedaje się w polskich salonach samochodowych 20 nowych modeli Ferrari i 15 Bentleyów z ceną od miliona złotych wzwyż, to dowód na autentyczną zamożność społeczeństwa? Co ciekawe, władza dopuszcza do takich absurdów, że 415 sprowadzonych do Polski w 2012 roku luksusowych aut: BMW, Mercedesów, Ferrari, Bentley-Continental i Bentley–GT, Porsche i Jaguary zarejestrowano bez kłopotów jako samochody pomocy drogowej. Tylko w styczniu 2013 roku wjechało do naszego kraju blisko 50 luksusowych aut przerobionych na pomoc drogową. Argumentacją dla tego typu numerów jest stwierdzenie, że ponieważ tego typu auta rozpędzają się do setki w 5 sekund i mogą jechać z prędkością 300 km/godz„ to szybciej dotrą do poszkodowanych…

Mowa o kraju, gdzie bardziej dba się o żabki, owady, ślimaki, nietoperze i roślinki, homoseksualistów, transwestytów, bluźnierców i łajdaków niż o zwykłych obywateli, pacjentów i ro­dzinę. Dziś sukcesy nad Wisłą odnoszą wyłącznie klienci rządzącej ekipy, ludzie dawnych i obecnych służb, międzynarodowi hochsztaplerzy, mafiozi i ich słupy, a nawet giełdowi bankruci. Żadna kompromitacja, żaden skandal czy przekręt, żadne publiczne kłamstwo, wiarołomstwo czy kosztowna wpadka nie eli­minują ani z życia publicznego, ani politycznego, ani tym bardziej z brylowania w usłużnych mediach i na tzw. salonach. Dureń staje się wyrocznią, błazen autorytetem, oszust, złodziej i donosiciel szanowanym biznesmenem, wzorcem dla młodych czy bankowcem odnoszącym kolejne epokowe sukcesy.

Czy jako naród straciliśmy już całkowicie busolę przyszłości, zdrowy osąd, trzeźwość umysłu, czy tylko wracamy do najgorszych korzeni polskiej państwowości i mentalności, do polskich dziejów absurdu i głupoty, do naszych narodowych przywar i słabości, jakże często błędnego koła chwilowych nastrojów, zdrady ideałów i trwałych wartości, do kłamstwa, spisków, braku własnej godności, zaprzedania obcym i zwykłej codziennej bylejakości.

Czy świat zwariował, czy to tylko my nie nadążamy za biegiem wydarzeń, za kombinacjami, za szachrajstwami możnych i bogatych, tych, którzy dzięki naszym pożytecznym idiotom i zwykłym płatnym zdrajcom ogrywają i okradają nas na całego ku uciesze medialnej gawiedzi i tzw. dyżurnych autorytetów ze studia TVN24, „Szkła Kontaktowego” czy „Gazety Wyborczej”? Gdzie tak naprawdę dziś jesteśmy jako naród, gospodarka i państwo? Jaka jest ta prawdziwa kondycja Polski i Polaków? Jaki jest prawdziwy bilans dokonań ostatniego 20-lecia, a zwłaszcza, jaka jest realna zasobność naszego państwowego skarbca i odporność na światowe zawieruchy?

Przekonamy się o tym już wkrótce na własnej skórze. Przecież Polska dziś likwiduje się sama, traci siłę, wiarygodność, tradycję, własną państwowość i wewnętrzną spójność. Pod płaszczykiem niby większej europejskiej integracji tracimy suwerenność, twarz, resztki majątku, młodych Polaków, tracimy pozycję, szansę na przyszłość, a przede wszystkim czas – bezcenny czas.

Czy więc na pewno ten nasz, a może już nie nasz kraj, w którym żyjemy, to całkiem normalny europejski kraj? To przecież kraj, gdzie media masowo wywołują serdeczne odruchy serca obywateli na rzecz cierpiących, chorych i ubogich, a jednocześnie łżą lub w najlepszym razie przemilczają wszystkie zasadnicze problemy i tzw. niewygodne tematy, fundamentalne pytania, jawne oszustwa i megakłamstwa, usłużnie i ze zrozumieniem tłumacząc jednocześnie indolencję państwa i jego reprezentantów. Aroganckie miernoty robią za autorytety, winni za ofiary, zamordyści za demokratów, a tajni agenci PRL-u walczą z mową nienawiści.

Setki tysięcy ustawowych bubli zalewa co roku nasze publiczne życie. „Dziki kraj” czy „dziadowskie państwo” to określenia powszechne w ustach „naszych reprezentantów”. Propaganda rządowa i medialne kłamstwa już dawno przekroczyły rozmiary z czasów Edwarda Gierka. Zaklinanie rzeczywistości, kreatywna księgowość, fałszerstwa statystyk, bzdury wygłaszane z najmiększą powagą o stanie naszego państwa, gospodarki i finansów, a zwłaszcza o kondycji polskiego społeczeństwa nikogo juz nie szokują i nie drażnią.
W ostatnich latach zaczęły powracać, i to ze zdwojoną siłą, piramidalne finansowe i prawne nonsensy, absurdy ekonomiczne i społeczne – tak dobrze nam znane z czasów PRL-u. Łubu–dubu, łubu-dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu – Wacław Jarząbek. Trawa na zielono i „zielona wyspa” nadal żyją, bo oto premier jedzie z kolejną gospodarską wizytą i po raz drugi otwiera oczyszczalnię ścieków w Warszawie.

Czyżbyśmy właśnie wracali do tak dobrze nam znanych czasów minionych, po zatoczeniu 20-letniego koła, czyżby powracały upiory dawnych lat, że władza wie lepiej, że się wyżywi i wyleczy? Czy naprawdę polskość to nienormalność, jak swego czasu stwierdził premier Donald Tusk? Czy rzeczywiście polskość musi kojarzyć się z teatrem niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń, o czym w 1987 roku z takim przekonaniem pisał dzisiejszy rządowy sternik.

Trudno żyć w kraju, w którym zdrada przekreśla normalność, a amatorszczyznę i polityczną poprawność media wynoszą na ołtarze profesjonalizmu. Polskie państwo dogorywa, instytucje państwa na czele z ZUS, NFZ i urzędami skarbowymi skutecz­nie i zaciekle walczą z obywatelem. Bałagan, cenzura, marnotrawstwo, rządy kolesi, dojenie państwowej kasy, arogancja władzy są dziś wręcz powszechne, jak za najlepszych czasów PRL.

Codzienna dawka przyjmowanej medialnej trucizny i jakże kosztownych ekonomicznych absurdów uodparnia Polaków na największą nawet głupotę, na absurdy urzędników i fanaberie władzy. Nie czujemy już niesmaku po spożyciu tej cykuty, tracimy nawet odruchy wymiotne, a na pewno zdolność samooceny. Poddajemy się, akceptując coraz bardziej piramidalne bzdury, absurdy oraz coraz bardziej zabójcze lekarstwa. A dawka uderzeniowa tych finansowych i ekonomicznych nonsensów rośnie z roku na rok.

Unijni biurokraci też nie ustają w wysiłkach, rośnie pazerność fiskusa i represyjność systemu wobec przedsiębiorcy i obywatela. Komisja Europejska właśnie postanowiła, że od 2014 roku będzie można dopisywać do krajowego PKB dochody z prostytucji, handlu narkotykami i przemytu towarów akcyzo­wych. To niewątpliwie Nagroda Nobla w dziedzinie absurdów ekonomicznych. Chcąc zasypać gigantyczną dziurę budżetową Rostowskiego, obywatele powinni częściej korzystać z przydrożnych usług pań lekkich obyczajów, palić wyłącznie przemycone papierosy i jeździć na przemyconej benzynie. GUS będzie miał jednak problem z tym, jak zakwalifikować usługi seksualne tzw. bułgarskich czy rumuńskich tirówek czy jako eksport usług, czy jako import usług. Nie wiadomo, czy będzie można wziąć faktu­rę, ale niewątpliwie producenci kas fiskalnych już zacierają ręce.

Wytresowani w ciągu 20 lat przez media Michnika i Waltera oraz ostatnio antypubliczną TVP przestajemy zadawać pytania i rozumieć odpowiedzi. Byleby był grill, świąteczna wizyta w cen­trum handlowym, błazeńska biało-czerwona kibicowska czap­ka Stańczyka i piwko przed telewizorem. Taka Polska Kiepskich szczęśliwych z ciepłej wody w kranie. Sami stajemy się bezwolny­mi wykonawcami własnego upadku i zorganizowanej likwidacji Polskiego Państwa. Przecież polskość to podobno nienormalność.

Pomału stajemy się niewolnikami skorumpowanych błaznów i sprzedajnych oszustów, a zarazem medialnych wyroczni. Półanalfabeci i superkłamcy z profesorskimi tytułami rżną autorytety moralne, a naukowe wyrocznie sączą półprawdy z ekranów telewizorów, na falach radiowych i na łamach gazet, zarówno o stanie naszego państwa, polskiej gospodarki i finansów, jak i kondycji naszego narodu. Medialna, TVN-owska paplanina o sukcesie, sile, wzroście gospodarczym i dobrobycie narodu to istny cyrk na kółkach.

Nasz Ferdynand Kiepski od finansów, który od 2007 roku za-rządzą naszym długiem, prawie go już podwoił, jednocześnie ciągle zapewniając nas o jego stałym obniżaniu. To absolutnie rekord eu­ropejski, a może i światowy, gdy idzie o tempo wzrostu zadłużenia, z ok. 500 miliardów złotych, do poziomu już ok. 900 miliardów zło­tych – dziś. Na koniec 2013 roku, o ile dociągniemy bez wcześniej­szego bankructwa, będzie już tego finansowego nowotworu ok. bi­liona złotych. Dług, nie tyle publiczny, ile kosmiczny, którego nie mamy szansy spłacić, nawet przez trzy najbliższe pokolenia.

Bardzo skutecznie nasza władza buduje kolejne piramidy finansowe ZUS-u, NFZ-etu, OFE, które od 1999 roku zarobiły -głównie dla swoich zagranicznych właścicieli – blisko 16 miliar­dów złotych. A to przecież kolejne ukryte okrągłe 3 biliony długu. System zniewolenia Polaków, tym razem za pomocą karty kredytowej czy szwajcarskiego franka, zadziałał wręcz fantastycznie, niepotrzebne były żadne pancerne dywizje i dywanowe naloty.

Wirtualny wzrost gospodarczy tego papierowego „europejskiego tygrysa” nie przekłada się na jakość życia Polaków oraz za­sobność portfela zwykłego obywatela, z wyjątkiem krociowych zysków podmiotów zagranicznych, elit politycznych i finanso­wych spekulantów. W naszej politycznej i finansowej drużynie mamy nie tyle samych Lewandowskich, ile samych „Lewych”.

Dyktaturę ciemniaków zastąpiła dyktatura pieniądza i me­diów, choć totalna amatorszczyzna decydentów nadal trzyma się całkiem mocno. Bogaci, banki i spekulanci uwielbiają dług i czasy kryzysu, bo właśnie wtedy najlepiej łupi się zwykłych szaraczków i strzyże owieczki. W ten sposób najtaniej przejmuje się majątek i dorobek wielu pokoleń. I właśnie po to jest ten cały obecny światowy kryzys gospodarczy, który wkroczył i do nas wreszcie. Właśnie ten wariant ćwiczymy z dużym powodzeniem nad Wisłą.
SlowaiMysli_01

źródło:  Janusz Szewczak:
” Polska – krajem absurdów ”,  wstęp (fr)

CDN
zamów na slowaimysli.pl,  lub zadzwoń 664 911 203

januszSzewczakCzy jako naród straciliśmy już całkowicie zdrowy osąd i trzeźwość umysłu? Czy świat zwariował, czy też tylko my nie nadążamy za biegiem wydarzeń, za kombinacjami możnych, którzy dzięki pożytecznym idiotom i zwykłym płatnym zdrajcom ogrywają i okradają nas na całego, ku uciesze dyżurnych autorytetów ze studia TVN?

Gdzie tak naprawdę dziś jesteśmy jako naród,gospodarka i państwo? Jaka jest kondycja Polski i Polaków? Jaki jest bilans dokonań ostatniego 20-lecia. I wreszcie, jaka jest realna zasobność naszego państwowego skarbca?

Na te i inne pytania odpowiedzi szuka Janusz Szewczak w swej najnowszej książce.

Wytresowani przez media przestajemy zadawać pytania i rozumieć odpowiedzi. Byle był grill  i świąteczna wizyta w centrum handlowym. Taka Polska Kiepskich, szczęśliwych z ciepłej wody w kranie. System zniewolenia Polaków, tym razem przy pomocy karty kredytowej czy szwajcarskiego franka, powiódł się wręcz fantastycznie, nie były potrzebne żadne pancerne dywizje.

Stajemy się niewolnikami skorumpowanych błaznów i sprzedajnych oszustów w rolach medialnych wyroczni. Kłamcy z profesorskimi tytułami

sączą z ekranów i gazet półprawdy o stanie naszego państwa. Paplanina TVN i „Gazety  Wyborczej” o sukcesie, wzroście gospodarczym i dobrobycie to istny cyrk na kółkach.

Dyktaturę ciemniaków zastąpiła dyktatura pieniądza i mediów. Bogaci, banki i spekulanci uwielbiają dług i czasy kryzysu, bo właśnie wtedy najlepiej łupi się zwykłych szaraczków, najtaniej przejmuje majątek i dorobek wielu pokoleń. Ten właśnie wariant ćwiczymy nad Wisłą.

Janusz Szewczak – główny ekonomista SKOK

Reklamy