Wszystko, co czyni władza ma nam obrzydzić życie, … (2)

Dochody kilkudziesięciu tysięcy Polaków w 2012 roku przekroczyły grubo ponad 1 milion dolarów, przeciętne wynagrodzenie miesięczne prezesów giełdowych spółek w ostatnim roku wzrosło średnio do kwoty ponad 700 tysięcy złotych, zaś prezes polskich kolei – rozpadającego się PKP – zarabia ok. 60 tysięcy złotych miesięcznie, plus premie, mimo fatalnego ich funkcjonowania. Na taką pensję przeciętny obywatel kraju nad Wisłą musiałby pracować co najmniej 16 lat bez przerwy.

Wśród beneficjentów przemian gospodarczych są w Polsce i tacy, którzy zarabiają dziś 11 milionów złotych rocznie, gdy w tym samym czasie już blisko 250 tysięcy absolwentów wyż szych uczelni nie może znaleźć żadnej pracy, gdzie co 10. bezrobotny Polak ma dyplom wyższej uczelni, a 70 procent młodych ludzi nie ma stałej umowy o pracę, zaś płaca minimalna wynosi zaledwie 1600 złotych brutto.

Jakże wielkim absurdem jest fakt, że po blisko 20 latach przemian, transformacji, więcej w niej patologii i obłudy niż cywilizacyjnego awansu, po 20 latach budowy autostrad przez kolejne ekipy rządowe są one ciągle w budowie i raczej autostrado-podobne, częściowo przejezdne, częściowo przelotne helikopterem i już nadają się do remontu. Gdzie karetki i straż pożarna na niektórych z nich musiały wyłamywać barierki, by dojechać do
rannych w wypadku.
|
Kraj prawdziwych nonsensów ekonomicznych i niewykorzystanych szans, gdzie jego obywatele, siedząc na prawdziwym bogactwie narodowym, jakim są rudy żelaza, źródła geotermalne i gaz łupkowy, płacą najwyższe w Europie ceny za gaz, prąd oraz najwyższe koszty utrzymania mieszkań w porównaniu z ich zarobkami. Gdzie najpierw szykuje się podatek od wydobycia gazu
łupkowego, zanim jeszcze się go wydobywa. ||

Trzecia RP to prawdziwy świat na opak, to właśnie tu polski minister finansów z brytyjskim paszportem zadłużył w ciągu blisko 5 lat kraj na 400 miliardów złotych, czyli na prawie tyle samo co poprzednich kilkunastu ministrów finansów przez minione 15 lat. Ten właśnie „sztukmistrz z Londynu” poucza nas nieustannie o konieczności cięć i oszczędności, choć koszty i wydatki na administrację tylko w 2012 roku mimo tych rzekomych oszczędności wzrosły do astronomicznej kwoty ponad 55 miliardów złotych, a na same wynagrodzenia urzędników wydaje się lekką ręką prawie 40 miliardów złotych, na premie i nagrody urzędnicze ok. 600 milionów złotych, czyli średnio na urzędnika prawie 5 tysięcy złotych, zaś dla urzędnika w ministerstwie ok. 9 tysięcy złotych. Problem w tym, że nagrody otrzymało 99 procent urzędników rządowych – można więc sądzić, że mamy genialną administrację.

Ten przez jeszcze tak wielu Polaków ukochany, umiłowany kraj, obdarowany tysiącami cudnych kapliczek i kościołów, niezwykłych krajobrazów oraz tysięcy miejsc męczeństwa i bohaterstwa Polaków nie miał jednak szczęścia do rządzących i własnych elit poza krótkimi szczęśliwymi epizodami.

Kraj historycznych herosów i tych, którym nie dano rządzić zbyt długo. Kraj, który potrafił niczym feniks kilkakrotnie podnieść się po wielkich, jakże krwawych klęskach, z materialnych zgliszcz i popiołów, i jednocześnie błyskawicznie, z winy sprzedajnych elit, fałszywych przyjaciół i usłużnych sąsiadów, stracić dorobek wielu pomysłowych i pracowitych pokoleń. Tak wielu przedstawicielom naszych, pożal się Boże, elit nieprawdopodobnie szybko udawało się zaprzedać sumienia, wyprzedać za bezcen majątek narodowy i pogrążyć nas w długach na lata.

Chwilowy rozwój i wątpliwy dobrobyt na kredyt nazywa się w tymże kraju udaną transformacją, a szokowe terapie byłego wicepremiera skutecznie przez lata schładzające polską gospodarkę, pustoszące nasze oszczędności i portfele, określa się epokowym osiągnięciem finansowego „geniusza”. Gdzie sukces gospodarczy oznacza blisko 30-procentowe bezrobocie ludzi młodych ponad 2-milionową emigrację zarobkową i polskie młode chętnie rodzące blisko 120 tysięcy polskich dzieci… na Wyspach Brytyjskich.

Gdzie minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, oświadcza, i to na poważnie, że bardziej boi się rozpadu strefy euro niż rosyjskich rakiet i terroryzmu. Gdzie polski ambasador w Chinach Tadeusz Chomicki, zamiast pozyskiwać kontrakty na miliardy złotych dla polskich firm, pozyskuje aplauz chińskich nastolatków za dyskotekowy taniec w stylu Gangnam Style, z czego polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest oczywiście bardzo dumne. Nasi coraz bardziej lumpen-dyplomaci podejmują coraz częściej groteskowe i infantylne działania kompromitujące polskie państwo za granicą, nie tylko wizerunkowo. Do tańczącego koreańskie disco polo polskiego ambasadora ostatnio dołączyła sesja fotograficzna z na wpół rozebranymi modelkami na biurkach ambasady RP w Paryżu, a sam ambasador w Paryżu Tomasz Orłowski wraz z MSZ prowadzi właśnie kurs savoir vivre, jak jeść ser i wiązać krawat.

Jednocześnie oszczędzamy – zamykamy ambasadę w Mongolii – kraju bogactw naturalnych, dynamicznie rozwijającym się, i sprzedajemy historyczny budynek konsulatu w Kolonii. A przecież MSZ radosnego Radka kosztuje nas już ok. 700 milionów złotych rocznie.
Premier tego w końcu dość dużego europejskiego państwa twierdzi, że jesteśmy mistrzem Europy, bo wydaliśmy blisko 100 miliardów złotych na piłkarskie Euro 2012 i zbudowaliśmy prawie najdroższy stadion na świecie oraz kolejny fragment autostrady, której kilometr kosztował nas, podatników, ok. 200 milionów złotych. Budujemy również obecnie w Warszawie drugie najdroższe, w przeliczeniu na kilometr, metro w Europie po Marsylii. To kraj, w którym premier, niczym król anty-Midas, czego się nie dotknie, to zamienia się natychmiast na pewno nie w złoto. To kraj, gdzie piłkarska drużyna narodowa, która nie przeszła nawet eliminacji grupowych – choć dostała za to kilka milinów złotych – jest symbolem sukcesu tej władzy. Kraj pełen absurdów, tych wielkich i tych małych dnia codziennego, który tak kochamy i który tak chętnie opuścilibyśmy, bo żyć normalnie się w nim nie da, ani młodym, ani starym.

Tutaj profanowanie krzyża, obrazu jasnogórskiego, pogarda dla religii, tradycji i polskiej historii jest już tylko chwilową medialną atrakcją bez żadnych prawnych czy towarzyskich konsekwencji, a wyrodna matka ukrywająca zwłoki zamordowanego własnego dziecka staje się rozchwytywaną celebrytką mediów i otrzymuje luksusową celę więzienną.
To państwo, gdzie przez kilkanaście lat nie można wykryć prawdziwych sprawców – zabójców generała Marka Papały, szefa policji zabitego w 1998 roku, gdzie polscy generałowie w czasie pokoju giną częściej niż w czasie II wojny światowej. Gdzie miliardowe afery przetargowe i informatyczne dotyczą najważniejszych] państwowych służb i instytucji, mających dbać o porządek i walczyć z przestępczością, a ewidentne przekręty ludzi ze świecznika nie budzą szczególnego zainteresowania odpowiednich organów państwa, mediów i tzw. dyżurnych autorytetów.

Gdzie urzędnicy państwowych spółek podróżują z rodzinami i przyjaciółmi na Hawaje za publiczne pieniądze lub sponsorują filmy j teledyski swych życiowych partnerek. Gdzie odruchy protestu przeciwstawiania się kłamstwu i najzwyklejszemu złu traktowane są przez władze, elity i media jak fanaberie zaczadzonego moherowego ludu, czy tzw. smoleńskiej sekty, a grasujący wśród polityków czy świadków katastrofy smoleńskiej seryjny weekendowy samobójca nie bulwersuje i nie zmusza do działania ani władzy, ani wymiaru sprawiedliwości, ani tym bardziej organów ścigania czy służb specjalnych.

Najbardziej chyba zaskakującym faktem – polskim paradoksem- jest to, że obok rozpadających się ruder dworców kolejowych i autobusowych, zaniedbanych szpitali stoją jednocześnie najnowocześniejsze w Europie centra handlowe, które już przyjęły dominującą rolę kulturową i społeczną, i to stoją w samych centrach miast, a najbardziej wychuchanymi, czystymi, imponującymi swym wyglądem, ładem i porządkiem publicznymi obiektami są polskie cmentarze – i to nie tylko 1 listopada. Wszystkich Świętych to obok Wigilii najbardziej pogodne i rodzinne święto w Polsce (…)

SlowaiMysli_01

źródło:  Janusz Szewczak:
” Polska – krajem absurdów ”,  wstęp (fr)

CDN
zamów na slowaimysli.pl,  lub zadzwoń 664 911 203

januszSzewczakCzy jako naród straciliśmy już całkowicie zdrowy osąd i trzeźwość umysłu? Czy świat zwariował, czy też tylko my nie nadążamy za biegiem wydarzeń, za kombinacjami możnych, którzy dzięki pożytecznym idiotom i zwykłym płatnym zdrajcom ogrywają i okradają nas na całego, ku uciesze dyżurnych autorytetów ze studia TVN?

Gdzie tak naprawdę dziś jesteśmy jako naród,gospodarka i państwo? Jaka jest kondycja Polski i Polaków? Jaki jest bilans dokonań ostatniego 20-lecia. I wreszcie, jaka jest realna zasobność naszego państwowego skarbca?

Na te i inne pytania odpowiedzi szuka Janusz Szewczak w swej najnowszej książce.

Wytresowani przez media przestajemy zadawać pytania i rozumieć odpowiedzi. Byle był grill  i świąteczna wizyta w centrum handlowym. Taka Polska Kiepskich, szczęśliwych z ciepłej wody w kranie. System zniewolenia Polaków, tym razem przy pomocy karty kredytowej czy szwajcarskiego franka, powiódł się wręcz fantastycznie, nie były potrzebne żadne pancerne dywizje.

Stajemy się niewolnikami skorumpowanych błaznów i sprzedajnych oszustów w rolach medialnych wyroczni. Kłamcy z profesorskimi tytułami

sączą z ekranów i gazet półprawdy o stanie naszego państwa. Paplanina TVN i „Gazety  Wyborczej” o sukcesie, wzroście gospodarczym i dobrobycie to istny cyrk na kółkach.

Dyktaturę ciemniaków zastąpiła dyktatura pieniądza i mediów. Bogaci, banki i spekulanci uwielbiają dług i czasy kryzysu, bo właśnie wtedy najlepiej łupi się zwykłych szaraczków, najtaniej przejmuje majątek i dorobek wielu pokoleń. Ten właśnie wariant ćwiczymy nad Wisłą.

Janusz Szewczak – główny ekonomista SKOK

Advertisements