Nie ma żadnych realnych podstaw do wyrażania opinii, że jest już po kryzysie. To zaklęcia propagandowe, które mają pomóc koalicji

Media głównego nurtu oraz prorządowi dziennikarze informują o wielkim sukcesie gospodarczym i o ożywieniu, które stoi tuż za rogiem. Chodzi o Produkt Krajowy Brutto, który według danych GUS w II kwartale 2013 roku urósł o 0,8 proc. Tak jest według danych zmienianych się do ostatniej chwili i – zaznaczmy – danych niepewnych, bo należy dodać, że wewnętrzny skład wzrostu PKB za drugi kwartał poznamy dopiero pod koniec sierpnia. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Sukces większy od Pendolino: gospodarka wzrosła przez rok o … 0,8 proc. Drgnęło też w eurolandzie. Dobre i to

0,8 proc. to niby-sukces, który ma świadczyć o tym, że rzekomo jest już po dołku gospodarczym. Przypomnijmy, że w pierwszym kwartale było 0,5 proc. wzrostu.

Widać, że te wysokie temperatury w ostatnich dniach i tygodniach niektórym zaszkodziły, bo przecież wzrost PKB o 0,8 proc. rok do roku to jest katastrofa. Jeśli w Niemczech wzrost PKB jest 0,9 proc., to żeby co nieco gonić niemiecką gospodarkę, powinniśmy rosnąć w tempie 6-7 proc. Czyli nasz wzrost, 0,8 proc. to właściwie jest recesja. Zaznaczmy także, że ten nasz wynik to jest relacja do ubiegłego roku, kiedy zaczęła się wyraźna jazda w dół polskiej gospodarki. Nie rośnie przecież ani budownictwo, ani konsumpcja. Ten ułamkowy wzrost zawdzięczamy różnicy między eksportem, a importem. Polacy mniej kupują, zatem mniej importujemy cudzych towarów. A ten rosnący nieco eksport i tak oparty jest przecież na zagranicznych firmach działających w Polsce. Cóż to za polski eksport Fiata, Siemensa czy Volkswagena?

To pokazuje, że kryzys tak naprawdę rozwija się w niekorzystnym kierunku bardzo niskich poziomów stagnacji, albo nawet recesji. Oczywiście, jeżeli za chwile będziemy się porównywali do IV kwartału 2012 roku, kiedy sytuacja była najgorsza, to być może tegoroczny IV kwartał będzie nieco lepszy. W żadnym wypadku nie przekłada się to na poprawę życia Polaków, na wyższe wynagrodzenia, na większą konsumpcję, na większe inwestycje. Dopóki nie będzie pieniędzy unijnych, a te będą opóźnione i trafią do nas najwcześniej na początku 2015 roku, to będziemy się turlać po takim dnie. I oczywiście rządowi zaklinacze polskiej rzeczywistości gospodarczej szukają tego dna, ogłaszają, że właśnie oto do niego dotarliśmy, a to dno jakoś złośliwie wciąż im się odsuwa.

Ten wzrost o 0,8 proc. bez całkowitych danych, które poznamy pod koniec sierpnia może niepokoić. No bo skąd wiemy, że nie ma jakiegoś naciągania tych danych makroekonomicznych ze strony GUS? Podobno prace nad ustaleniem końcowego wskaźnika trwały do ostatniej chwili przed publikacją. To rodzi obawę, że można manipulować takim wskaźnikiem, choć on i tak jest dramatycznie niski. To oznacza, że mamy więcej ożywienia w propagandzie prorządowej i urzędowej niż w rzeczywistości, w realiach gospodarczych.

Widzimy wszak, jak ludziom po 50. roku życia trudno znaleźć pracę w Polsce, jak gwałtownie znów wzrośnie bezrobocie, kiedy kolejna fala absolwentów szkół ponadpodstawowych wróci z wakacji. To jest około 400 tys. osób, oni wszyscy za granicę przecież nie wyjadą. Niestety może być zgodnie z powiedzeniem, że jest źle, ale może być jeszcze gorzej. Nie zanosi się bowiem na żadne poważne inwestycje gospodarcze, nie zanosi się na wzrost zakupów ze strony Polaków. Wrócą przecież Polacy po wakacjach z pustymi portfelami, bo wakacje w Polsce są drogie, a płace nie rosną. Raczej dojdą do skutku grupowe zwolnienia, które już się zapowiada. Nie ma właściwie żadnego optymistycznego elementu poza czystą propagandą.

Dopiero teraz z pewnością będziemy mogli zaobserwować różne sztuczki podczas liczenia PKB, choćby z tego tytułu, że niedługo okaże się, że musimy raportować, że Polaków jest mniej o 1-1,5 miliona niż sądzono. Jeśli PKB podzielimy przez mniejsza liczbę Polaków, to wynik będzie lepszy. Jeśli od nowego roku pan minister Rostowski będzie wliczał do polskiego PKB wpływy z prostytucji, przemytu i handlu narkotykami to też oczywiście sobie poprawi statystykę, ale rzeczywistość jaka jest, każdy widzi. Sytuacja się gwałtownie pogarsza i nie ma żadnych realnych podstaw do wyrażania opinii, że jest już po kryzysie, że mamy ożywienie gospodarcze. To są wyłącznie zaklęcia propagandowe, które mają na celu pomóc przetrwać tej koalicji jeszcze kilka miesięcy. Nas natomiast prowadzi to na skraj przepaści…

Janusz Szewczak

opublikowano na: wpolityce.pl

 

Reklamy

2 myśli nt. „Nie ma żadnych realnych podstaw do wyrażania opinii, że jest już po kryzysie. To zaklęcia propagandowe, które mają pomóc koalicji

  1. Zostawcie ten naród w spokoju ! Niech dalej wierzy w zaklęcia propagandowe TUSKOKURESTWA ! Szybciej dojdzie do totalnego upadku i do reakcji samobrony przed ekonomicznym totalitaryzmem tego systemu !

Możliwość komentowania jest wyłączona.