Czeka nas polski huragan Sandy

fot: wiki

Czy państwo, które nie jest w stanie dopilnować, by w trumnach przywiezionych spod Smoleńska leżały ciała właściwych osób, podoła wyzwaniom i skutkom gigantycznego kryzysu, o którym dziś Polacy nie mają jeszcze nawet pojęcia?
Janusz Szewczak: Pytanie to jest niestety retoryczne. Filozofia Platformy – po nas choćby potop – ciągle obowiązuje. Już nawet prof. Leszek Balcerowicz mówi głośno, że Polska może stać się drugą Grecją. Musimy się przygotować na to, że niedługo głównym bohaterem w kraju nad Wisłą będzie kryzys, gwałtownie przyspieszający, dolegliwy społecznie, który zaskoczy rząd będący w całkowitym intelektualnym i organizacyjnym bezruchu. Ocean kłamstw na temat polskiej gospodarki i naszych finansów publicznych otaczający nas przez wiele ostatnich lat, zaczyna występować z brzegów. To nasz huragan Sandy.

Bezprawie legislacyjne

Liczba ustaw, które trafiają od pięciu lat do Trybunału Konstytucyjnego jako rażąco niezgodne z ustawą zasadniczą, jest rekordowa. Można wymienić następujące ustawy: emerytalne, dotyczące mundurowych, waloryzacji kwotowej emerytur, wynagrodzeń sędziów, ustawa o świadczeniu usług medycznych czy ustawa o SKOK-ach. Nic dziwnego, że w tego typu legislacyjnym chaosie mnożą się prywatne nieszczęścia i dramaty. Sygnałem alarmowym dla każdej formacji politycznej powinno być wydarzenie z kopalni Bogdanka – wieloletni prezes tej giełdowej spółki oświadczył, że został odwołany, bo nie zgodził się na korupcję i ustawianie przetargów. To dramatyczne oskarżenie naszej rzeczywistości gospodarczej spotkało się z obojętnością władzy i głównych mediów. Zresztą nasza Temida zawodzi na każdej linii. Sąd niedawno uniewinnił większość założycieli gangu pruszkowskiego, ale władza wkroczyła nocną porą do samotnej matki wychowującej dwoje dzieci, by zatrzymać ją na polecenie urzędu skarbowego i sądu za niezapłacenie ok. 2 tys. zł z tytułu błędnie wystawionej faktury.

„Donaldyzacja” prawa zaczyna w ten sposób przeradzać się w legislacyjne bezprawie. Absolutnym światowym wręcz kuriozum jest to, że nie tylko były, związany z PiS-em szef CBA Mariusz Kamiński, ale nawet obecny mianowany przez koalicję szef CBA Paweł Wojtunik, piszą listy do prokuratora generalnego, by jednak nie umarzać sprawy dotyczącej wielomilionowej korupcji, która dotyczy pewnych sędziów w Sądzie Najwyższym. Ciekawe jest też w tym kontekście, co będzie, jak CBA zbada i ustali, jak to było możliwe, by z wolnej ręki, praktycznie bez przetargu, zbudować niektóre odcinki autostrad za miliardy złotych, np. A-2?

Fabryka niespełnialnych obietnic

Tymczasem nasz premier szasta obietnicami niczym zawodowy blagier, raz to jest minimum 300 mld zł od Unii, która się właśnie wali i tnie budżet na lata 2014–2020, raz 150 mln zł na in vitro, których MF nie zapisało w budżecie na 2013 r.

Wszystkich jednak na głowę bije niestrudzony finansowy magik-iluzjonista nasz, „Sztukmistrz z Londynu” Ministerstwa Finansów Jan Vincent-Rostowski. Znalazł on bowiem w budżecie na 2013 r. dodatkowe 9 mld zł z tytułu sprzedaży praw do emisji CO2 i opłaty za częstotliwości telekomunikacyjne. Problem w tym, że w wypadku części tych nowych – cudownie wygenerowanych dochodów – brakuje przepisów określających szczegółowo zasady ich pobierania. Czyli nie wiadomo, czy w ogóle będzie można je uzyskać i ile będą realnie wynosiły. Dodatkowo przy takim jak ostatnio głosowaniu posłów PO w Parlamencie Europejskim większość pieniędzy ze sprzedaży praw do emisji CO2 pójdzie na politykę klimatyczną, a nie do budżetu. Ponieważ jak widać z wartościowego majątku sprzedaliśmy już prawie wszystko, teraz będziemy sprzedawali prawa do tego, co w ziemi, powietrzu i na falach eteru. Będziemy wprowadzali też kolejne opłaty. Naliczy się olbrzymi podatek za podziemny garaż wielopoziomowy, wprowadzi podatek od deszczu i śniegu. Ściągnie 20 mld zł z kar, grzywien, mandatów i innych dochodów niepodatkowych. Władza się wyżywi.

Czas powiedzieć basta

Wszystko wskazuje na to, że wzrost PKB będzie zerowy, nie można więc absolutnie wykluczyć ani recesji, ani depresji gospodarczej w przyszłym roku. Jest źle, będzie gorzej, najgorsze, tak przed polską gospodarką, jak i światową, jeszcze przed nami. A zamiast jakiejkolwiek próby ograniczenia negatywnych skutków przyszłego kryzysu, widzimy tylko, że skala absurdów, zaniechań i deprawacji władzy narasta z każdym dniem. Coraz więcej Polaków ma jednak już wyraźnie dość dziadowskiego państwa „rozgrzanych sędziów” i fałszywych obietnic ukrywających realne polskie problemy gospodarcze. Niedługo już ten rząd usłyszy to, czego najbardziej się boi – społeczeństwo mówiące mu: basta!

Autor jest głównym ekonomistą SKOK-u

za: http://niezalezna.pl/34777-czeka-nas-polski-huragan-sandy

 

Advertisements

Jedna myśl nt. „Czeka nas polski huragan Sandy

Możliwość komentowania jest wyłączona.