Rostowski – nasz wybitny sztukmistrz z Londynu

Dzisiejsze wystąpienie ministra Jana Vincenta Rostowskiego, który przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, komentuje Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

Dzisiejsza sejmowa debata na temat budżetu na przyszły rok, to dowód na to, że ministra Rostowskiego absolutnie nie można traktować poważnie. Można powiedzieć, że przechodzi sam siebie jako wybitny kabareciarz i jako magik od finansów.Dokonuje bowiem rzeczy nadprzyrodzonych – potrafi jednocześnie wyciągnąć z kapelusza 700-800 mld zł na inwestycje w przyszłym roku, a z drugiej strony zapewniać, że już pod koniec 2013 r. nastąpi odbicie w gospodarce.Można powiedzieć, że ten budżet na przyszły rok nie ma nic wspólnego z rzeczywistością finansową i gospodarczą – to budżet wirtualny, księżycowy, kompletnie niepoważny i nierealistyczny, a dowodem na to jest to, jak poważne problemy ma pan minister Rostowski, nasz wybitny sztukmistrz z Londynu już z realizacją dochodów podatkowych w budżecie na ten jeszcze rok. Wygląda na to, że tegoroczne wpływy z podatku VAT, najważniejszego podatku dla budżetu państwa, będą niższe aż o 12 mld zł w stosunku do tego co zaplanowano. To absolutna katastrofa finansowa jeśli chodzi o dochody podatkowe. Nie zraża to w niczym pana ministra Rostowskiego – nadal szerokim gestem planuje podatki w przyszłorocznym budżecie, zakłada nawet, że podatek CIT, czyli podatek od przedsiębiorstw, które przecież tak masowo bankrutują już w tym roku – liczba upadłości firm na koniec roku może przekroczyć nawet tysiąc – ale pan minister Rostowski zakłada, że wpływy podatkowe od przedsiębiorstw w przyszłym roku wzrosną aż o 11 procent.

To wszystko są absolutne miraże, absolutne bajki, kolejne opowieści o „zielonej wyspie”, która przecież na naszych oczach już w tej chwili zamienia się w czarną budżetową dziurę, w ruchome piaski – spada przecież spożycie, spada konsumpcja, zamówienia zagraniczne, eksportowe, gwałtownie słabnie wzrost gospodarczy – trzeba się liczyć z tym, że pod koniec roku  będzie on już na poziomie 1 procenta, a w przyszłym roku może nas czekać nawet recesja.

Skąd więc mają się wziąć te gigantyczne dochody w przyszłym roku, czy inwestycje opiewające na dziesiątki czy setki miliardów złotych? Bo chyba rozwiązaniem nie jest to, co zaplanował minister Rostowski w budżecie przyszłorocznym, czyli gigantyczny wzrost kar, mandatów i grzywien i dochodów z tego tytułu aż na poziomie 20 mld zł. Czyżby te 300 nowych fotoradarów nie wystarczyło i trzeba będzie ustawiać po cztery radary na skrzyżowaniu, żeby zasilić budżet w środki finansowe?

Widać więc wyraźnie, że pan minister Rostowski nie wyciągnął żadnych wniosków z obecnej sytuacji gospodarczej w strefie euro, w Unii Europejskiej, na świecie. Bo przecież to, co najgorsze przed polską gospodarką, to dopiero przed nami, a niewątpliwie nie jest prawdą też to, co mówi minister Rostowski, że kryzys w Unii Europejskiej i strefie euro został zażegnany. Ten kryzys nadal się rozwija bardzo gwałtownie, na pewno z bardzo negatywnymi skutkami również dla nas.

Pan minister zaprezentował swoją starą koncepcję w budżecie na przyszły rok – czyli po nas choćby potop, zadłużajmy się jak długo się tylko da, sprzedawajmy polskie obligacje za tyle, za ile ktoś będzie chciał je kupić – na razie idą jak świeże bułeczki, ponieważ płacimy jedne z najwyższych w Europie odsetek z tego tytułu – są więc chętni, bo gorącego pieniądza na świecie jest dużo – tyle tylko, że obligacje to przecież nowa forma zadłużenia, a długów ci u nas dostatek, bo dług publiczny przekracza już 900 mld zł, dług zagraniczny Polski i Polaków to już blisko 264 mld euro.

Koncepcja więc dalszego istnienia, funkcjonowania państwa polskiego polega na dalszym, totalnym zadłużaniu i tu niewątpliwie minister Rostowski jest mistrzem, dlatego że przez pięć ostatnich lat zadłużył nasz kraj w takiej skali, w jakiej zadłużyli nas wszyscy poprzedni ministrowie finansów przez całe 20 lat.

To pokazuje skalę niebezpieczeństw, jaką nam się chce zafundować w przyszłym roku. Państwo polskie i tak już nie wykonuje większości swoich obowiązków wobec swoich obywateli, zwłaszcza jeśli chodzi o służbę zdrowia – no bo nie można przecież uznać in vitro za jakieś rozwiązanie dla chorych Polaków. To pokazuje, że tak naprawdę minister Rostowski, wspólnie z premierem chcą nam dalej opowiadać swoją bajkę o zielonej wyspie, choć ta, tak naprawdę zamienia się właśnie w tę czarna, budżetową dziurę, właściwie bez dna.

Nie można też poważnie traktować wskaźników budżetowych, no bo minister zakłada na przyszły rok wzrost gospodarki na poziomie 2,2 procenta, kiedy już w drugim kwartale tego roku mieliśmy ten wzrost na poziomie 2,3 procenta, a sytuacja się dramatycznie pogarsza. Wszystkie wskaźniki przecież lecą na łeb na szyję, przed nami gigantyczny wzrost bezrobocia w przyszłym roku, choć minister twierdzi, że ono będzie na poziomie 13 procent – myślę, że raczej będzie ono oscylować w granicach 18 procent. Również zafałszowane są dochody, zafałszowany jest poziom bardzo niskiej inflacji przewidywanej na przyszły rok, kiedy widzimy skalę drożyzny dzisiaj w sklepach, a przed nami przecież podwyżki cen energii elektrycznej, akcyzy, paliw, gazu.

To pokazuje kompletne nieliczenie się z rzeczywistością gospodarczą przez obecną koalicję rządową, nieliczenie się z faktami, nieliczenie się z obawami Polaków i właściwie to jest trochę taka drwina z inteligencji Polaków, że dadzą sobie po raz kolejny wcisnąć przysłowiowy kit. Papier jest cierpliwy, oczywiście może pan minister Rostowski zapisać dowolne wskaźniki, tyle tylko, że kolejne miesiące będą weryfikować ten budżet jako nieprawdziwy, niepoważny i nierealistyczny. No cóż, cenę za to, zapłacimy my wszyscy, podatnicy, przedsiębiorcy, sfera budżetowa, bo płace będą spadać, ceny będą rosnąć, a kryzys będzie się pogłębiać.

Janusz Szewczak
Advertisements